... bo wolność czyni nas szczęśliwymi...
Archiwum
Maj 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Sierpień 2010
Wrzesień 2010
Październik 2010
Grudzień 2010
Luty 2011
Marzec 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Sierpień 2011
Grudzień 2011
Kwiecień 2012
Ostatnie wpisy
  • jajecznica
  • ...............
  • czas nie leczy ran
  • zasłona
  • wyczerpanie
  • Kłamstwo i prawda
  • jedna z ulubionych
  • spotkanie
  • czas
  • a tak mi jakoś
Zakładki:
Ulubione
Niepotrzebne Skreślić
Takie sobie wypocinki...
W poszukiwaniu siebie
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
RSS
niedziela, 29 kwietnia 2012
jajecznica

Słońce razi, wdziera się pod powieki, krzyczy...

Czuję igły, ból poranka, ale w końcu udaje mi się...

Kawa - 3 łyżki stołowe mocnej mielonej, kieliszek koniaku i 3 łyżeczki cukru - szybko mieszam... Popijam... Lepiej...

Dawno tu nie byłem... Pewnie wracam tylko na chwilę... Żyję...

Ciągnę... i zaczynam czuć... na razie czuję, złość... złość na słońce... które budzi, mimo że chciałoby się spać, spać, spać...

Czuję też głód... i zapach jajecznicy na bekonie. hmmm. wchodzi pani Alicja. kładzie na stoliku talerzyk - jajecznica zielona od szczypiorku, bułki z masłem. i ciepłe kakaoooo. Patrzę na nią. Jest ciepłą staruszką. Ten fartuszek w turkusowe kwiaty. hehe. brakuje jej kapelusza z piórkiem. uśmiecham się do niej. nie zauważyła.

Mieszka ze mną od dwóch miesięcy. splot wydarzań. nigdy się nie zastanawiałem skąd ją Jurek wytrzasnął. "musisz jej pomóc... to kwestia miesiąca... nie ma gdzie mieszkać..." Pamiętam jak patrzyłem na niego.chyba oszalał. "co ja mam robić z tą babcinką"...

a teraz... mieszkamy sobie razem... i mam jajecznicę... staramy się sobie nie wchodzić w drogę. prawie nie rozmawiamy. jesteśmy obok. i dobrze nam.




10:12, zgubany
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2011
...............

Pochlonęła mnie czarna beznadzieja. Nie bylo świąt. Nie zasiadłem do wigilijnego stołu. Nie dzieliłem się opłatkiem. Nie było choinki. Zapachu czerwonego barszczu. Kapusty z grzybami. Karpia.

Nie było nic. Nie dałem rady. Siedziałem sam. Jak palec. Kiwałem się na łózku. Przeryczałem cały wigilijny wieczór.... a potem całe święta. Rodzinie powiedziałem, że wyjeżdżam... zrozumieli. Byłam sam. Tego chciałem.

Dziś postanowiłem napisać. Cokolwiek. To co palce wystukają. I stukam tak bezmyślnie. Idzie nowy rok. Kolejny beznadziejny nowy rok. Bez postanowień. Bez tęsknot. Bez marzeń.

NIe ma we mnie już nic, co mógłbym lubić. Jestem stary. Nie chce mi się żyć. Nie umiem żyć. Dni przeciekają mi przez paluchy. Budzę się, wypijam herbatę i czekam... na kolejną noc. Przesypiam życie. Rzuciłam pracę. Nie byłem w stanie pomagać. Byłem bezużyteczny. Siedzę całymi dniami przed kominkiem. Nie myślę. A przynajmniej staram się nie myśleć.

Jestem w ciężkiej depresji. Jestem tego świadom. Zapijam jednak myśli. Jednyną odczuwaną emocją jest smutek. Nie czuję lęku. Nie jestem zły. Jestem chodzącym smutkiem.

............


19:51, zgubany
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
czas nie leczy ran

Twierdzenie, że czas leczy nie sprawdza się. Czas ucieka, leci przez palce. Czas jest straszny, czas jest okrutny... Potrzeba czasu, żeby zrozumieć. Daj sobie czas - mówi przyjaciel.

Mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące... Chodzę jak automat, żyję jak automat. Robot terapeuta. Do bani to wszystko.

Złamałem nogę w kostce kopiąc pieniek na którym siadała Jana. Kopnąłem ze złości wielkiej. Bolało. Nadal boli. Każdy krok boli. Każdy dzień boli. Każda chwila jest okrutna.

Szukam jej w parku przyszpitalnym. Widzę ją jak biegnie po naszej łące z Ambrą. Zamykam oczy, bo łzy nie pozwalają patrzeć.

Nie rozumiem siebie. Nie rozumiem życia. Cierpię i przestałem odczuwać cierpienia innych. Kiedyś czułem ich ból, ich smutek teraz nie czuję nic. Dziwię, się że jeszcze chcą przychodzić do mnie. Nie uśmiecham się. Patrzę na nich. Staram się pomagać. Sam potrzebuję wsparcia.

Życie mnie przytłacza. Nie widzę celu. Nie umiem przestać kochać. Nie umiem uwierzyć, że to koniec. Przecież to kurwa niemożliwe. Nic dwa razy się nie zdarza. Jak można taki scenariusz napisać!!! Do dupy z takim życiem.

19:28, zgubany
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
zasłona

Dawno nie pisałem o Janie. O człowieku bliskim. Prawdziwym przyjacielu. Tam gdzie ona tam ja. Myślami, czuciem, dzialaniem. Z poczuciem, że zawsze, na zawsze... Z uściskiem dłoni, serca i krtani. Z uśmiechem lekkim jak skrzydła łez. Z miłością szczerą, odnalezioną na końcu tęczy. Przyszłość dla nas. Życie w nas. Pamiętasz? Mówiłaś nawet jak milczałaś, że będzie dobrze. Słyszałem to w biciu Twojej zielonej podkoszulki w okolicach piersi. Widziałem szczęście w Twoich źrenicach.

Mija kolejny miesiąc a ja widzę Ciebie. Rozmawiam z Tobą. Płaczę z Tobą. Kocham Ciebie. I.... tęsknię jak wariat. NIe ma Ciebie. NIe ma Nas. Łzy trzaskają jak grad. Nie radzę sobie. NIe wierzę. Nie chcę wierzyć. NIe umiem wierzyć. Zatańcz, ze mną. Daj poczuć ciepło. Czuję jak głaszczesz mnie po karku. Czuję smak Twoich ust. Pomarańczowy zapach Twojej szyi.

Umieram. NIe umiem już żyć. I nie mów, że muszę. Nie mów, że będzie dobrze. Nie patrz tak na mnie. NIe każ odsłaniać okien. NIe mów, zebym stanął na nogi. Spacer bez Ciebie nic nie da.

Dlaczego nie umiera się parami?


10:51, zgubany
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2011
wyczerpanie

Wreszcie koniec dnia. Jestem zczołgany. Wykończony. Bolą mnie nogi, głowa i końcówki włosów nawet. Zapadłem się w fotelu, ogrzewam kolana laptopem, włączyłem zakurzony telewizor (leci sprawa dla reportera - ludzie płaczą). Popijam wino. Zajadam orzechy włoskie. Spokój. Cisza. Nikt nic nie chce. Błogo. Czas tylko mój. Chwila wytchnienia. W pracy nawał. W życiu nawał. 1500 spraw plus matura...  Chyba muszę, uciec. Na drugi koniec świata. Przeglądam oferty. Kusi Nowa Zelandia. Żeby, tak tylko, ktoś mnie spakował...

21:40, zgubany
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 marca 2011
Kłamstwo i prawda

Dawno tu nie zaglądałem. Wiosna. Słońce.

Przyszła do mnie w czwartek kobieta. 55 lat, zadbana, ze smutnymi oczmi i uśmiechem od ucha do ucha. Kiedy zaczęła opowiadać w gabinecie każda ściana słuchała. Mówiła tak pięknie, a słowa które opuszczały jej usta nie znikały, wisiały jakby w powietrzu. Każde słowo było ważne. Opowiadała o miłości, prawdzie i ucieczce. Pokochała prawdziwie. Kochała prawdziwie. I tak prawdziwie mówiła o mężczyźnie, że można było poczuć jego obecność w jej sercu. Mówiła o nim tak pięknie. Uczucie wielkie. Zrozumienie. Łączność dwóch podświadomości niemal.

Kiedy zapytałem, dlaczego? Rozpłakała się. Odeszła, bo kochała. On wrócił do rodziny. Nie umie zapomnieć. Wymazać. Ciągle jest obecny w snach, marzeniach. Poraz wtóry zapytałem dlaczego? Popatrzyła na mnie. Przymkęła powieki i wyszeptała: "bo nie umiałam kłamać".

17:12, zgubany
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 lutego 2011
jedna z ulubionych

22:23, zgubany
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lutego 2011
spotkanie

Spotkałem dziś męża Karoliny. Zataczał się niedaleko kina. Przystanął na mój widok. Spojrzał. Zobaczyłem w jego oczach żal. Powiedział: "Do dupy..." Nie wiedziałem co odpowidzieć. Skinęłem tylko głową. I uciekłem. Jak drań. Zaskoczył mnie. NIgdy nie myślałem o nim. A przecież jemu też zniszczyłem życie. Stracił więcej niż ja. Stracił wiarę w człowieka. Zabiłem w nim pewność. Stoczył się... Zaczął pić. Rozwalał kolejne związki.

18:17, zgubany
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 grudnia 2010
czas

Święta minęły. Pozostał zapach pierników, pomarańcz i palonych świec. Czas spędzony z bliskimi. Kiedy tak się patrzy na radość świąt, aż chciałoby się wierzyć, że Bóg istnieje. Gdzieś, tak w środku, żałuję, że wychowywałem się w skrajenie ateistycznej rodzinie. Nie było miejsca na Boga, na kościół. Pamiętam, jak miałem 9 lat i zazdrościłem kolegom przeżyć związanych z I komunią świętą. I nie chodziło w tym o prezenty... lecz o czas bycia z rodziną. Odkąd pamiętam, brakowało mi tego czasu...

20:59, zgubany
Link Komentarze (2) »
a tak mi jakoś

Tak sobie myślę...

20:48, zgubany
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog